Co nas otacza, czyli „widzieć więcej”
Hanna Świątkowska
Świat człowieka jest kolorowy. Podobnie jak świat natury, z którego zresztą owo barwne bogactwo czerpiemy. Nieustannie otaczające nas barwy włączamy w rytm codzienności (którą, notabene, nie bardzo wiem dlaczego, nazywamy „szarą”), w symbolikę, sztukę i radość świętowania.
Kolory przypisujemy rzeczom i emocjom,
napełniamy nimi także słownictwo, poprzez powiedzonka i
określenia. Znaczenia poszczególnych kolorów często wynikają z
obyczaju i kultury, ale nie wyłącznie. Wspomniana już „szara
codzienność", „czarna rozpacz", „pożółkły z zazdrości",
„zielone pojęcie", „czerwone światło", „złote myśli",
„białe plamy", „niebieskie migdały", „różowe okulary"
i sporo innych to zwroty, których wymowę rozumiemy instynktownie.
Mimo różnic kulturowych nikt nie miewa problemu z odczytaniem
intencji - kolor jest sposobem opisania, symbolem nadającym
konkretną treść. I tak było od wieków, co wyraźnie znajduje
odbicie w badaniach i poszukiwaniach ludzkich korzeni na całym
świecie, wśród pradawnych cywilizacji, a nawet przed ich
zaistnieniem.
Barwami posługiwali się kapłani, druidzi i ludzie mocy. Barwy towarzyszyły bogom, symbolizując ich domeny. Stanowiły element jednoczący ludy i klany (barwy stroju, tarcze herbowe, tatuaże). Niosły ze sobą ostrzeżenie - np. „czarna śmierć" jako określenie zarazy, „czerwony kur" - pożaru, albo głębokie marzenia o doskonałości - „Złoty Wiek".
Im głębiej cofamy się w czasie, tym
mocniej wyraża się symboliczna rola koloru. To ciekawe zjawisko,
wskazujące na fakt, że owa symbolika brała się nie tyle z naszej
wyobraźni czy wiedzy, co raczej instynktu i podświadomej wiary
(intuicji?). Czerwona glinka (ochra) pojawia się już w
obrzędowości ludów paleolitu, czyli w czasie, kiedy Homo sapiens
swoją umiejętność wyrażania abstrakcji zaczynał dopiero
realizować. Odnosząc ją ściśle do otaczającej przyrody, co
doskonale obrazują zachowane w różnych częściach świata
malowidła naskalne. Poprzez takie właśnie jak w grotach Altamiry
lub Lascaux, symboliczne i barwne widzenie rzeczywistości powstały
z czasem piktogramy. Od nich zaś już tylko krok do pisma. Czyli
najbardziej abstrakcyjnej formy wyrazu. Pismo to słowa - i tu koło
się zamyka. Wracamy do wyrażeń barw ni mniej ni więcej, tylko
przy pomocy słów...
Co takiego jest w kolorach, że
stanowią aż tak ważny element ludzkiej percepcji? Poza faktem, że
wzrok jest naszym najsilniejszym zmysłem? Odpowiedzi jak sądzę
znaleźć można sporo. Jedną z celniejszych z
pewnością jest nierozerwalna ludzka więź z naturą, bogatą w
najróżniejsze barwy i odcienie. Z całą pewnością było tak,
kiedy człowiek zaczynał kolory „oswajać", przypisywać ich
znaczenie różnorodnym działaniom i symbolom. Zresztą - może
odwrotnie? Zwróćmy uwagę, że znaczenia kolorów w każdej niemal
kulturze pokrywają się z ich naturalnymi wibracjami...
Jakkolwiek było, natura od zawsze
pozostawała nie tylko nauczycielką. Ona także dostarczała
surowców, czy to roślinnych czy mineralnych. Ludzka pomysłowość
przetwarzała je na coraz trwalsze barwniki, aż po dzisiejsze farby.
Dziś także zresztą wiele farb i kosmetyków powstaje w oparciu o
barwniki naturalne. Są i takie kolory, których uzyskanie
syntetyczne jest zwyczajnie niemożliwe! Malachit, lapis lazuli,
indygo, tyrreńska purpura to odcienie nieosiągalne dla przemysłu
syntetycznego! Warto też zwrócić uwagę na temat zestawień
kolorystycznych. To, co w sztucznie stworzonej rzeczywistości, na
przykład w ubraniach, wystroju wnętrz, nawet dziełach artystów
jest rażące, zbyt słodkie, jaskrawe albo męczące, w przypadku
kolorów naturalnych traci swoje negatywne cechy.
Jaskrawy żółty, różowy czy błękitny kolor kwiatów nie kłóci się z jasną lub, przeciwnie, soczyście ciemną zielenią liści i łodyg. Wiosenny las albo łąka są całą gamą różnorodnej zieleni. I o ile, o czym większość z nas zapewne wie, bardzo trudno dopasować do siebie dwa zielone przedmioty, aby uzyskać harmonijną całość, o tyle różnorodne tonacje wiosennych lub letnich liści nie robią wrażenia „niedopasowanych". Raczej współgrają, uzupełniając się wzajemnie, tworząc całość kompletną i radosną. Nawet bukiety, układane z barw uważanych za „niezgodne", wyglądają ciekawie, a nie rażąco.

Harmonijność kolorów jest dla natury po prostu... naturalna! Niezależnie od tego jak zwykliśmy ją postrzegać w otoczeniu tworzonym ludzką ręką. Widać to nawet na fotografiach.
Spoglądając na naszą skłonność do wykorzystywania barw - nie tylko w postaci ubiorów lub dekoracji, warto pamiętać o jeszcze jednym aspekcie „barwnego życia". Kolor, każdy kolor, to nośnik energii. Jak już wspomniałam, pojawiająca się choćby w słownictwie symbolika barw jest zwykle bardzo bliska ich niezależnym od ludzkiej woli wibracjom. Inaczej nieco rzecz ma się z kolorami codzienności. O ile nasi praprzodkowie kierowali się zapewne w dużym stopniu intuicją i emocjami, o tyle człowiek współczesny inaczej dobiera kolory własnej rzeczywistości. Często jest to moda, wzorce czerpane z czasopism, chęć dopasowania do tej czy innej grupy społecznej, przyciągnięcia uwagi, zrobienia wrażenia czymś oryginalnym; często po prostu dostępność na miarę kieszeni lub oferty sklepowej. Tak dobierane kolory rzadko świadczą o osobistych preferencjach. Rzadko też potrzebna konkretnemu człowiekowi energia zbiega się z tą „narzuconą". Obserwuję nieraz, że umiejętność dobierania koloru na miarę potrzeb jest tematem zupełnie nieuświadomionym. A jeszcze rzadziej stosowanym.
Rodzaj i poziom energii zawartej w
barwach to temat na tyle znany, że rozpisywać się o nim nie będę.
Wspomnę tylko jedno, zwykle nie omawiane zjawisko. Otóż zgodne z
konkretną, charakterystyczną dla każdego energią działanie
koloru nie zależy wprawdzie od metody, jaką wybierzemy, ale siła i
jakość działania jest bardzo różna. Techniki chromoterapii, a
także korzystanie z barw podczas zajęć arteterapeutycznych
opierają się zazwyczaj na kolorach w różny sposób
przetworzonych. Bywa to barwne szkło (kolorowe światło), nasycona
kolorem woda, farby, pisaki, kredki, barwne tkaniny, bibuła, papier
- słowem wszelkie kolorowe materiały plastyczne. Wszystkie one są
surowcami powstałymi w jakimś procesie produkcyjnym. Zatem kolory
jakimi posługują się terapeuci, nie są kolorami całkowicie
naturalnymi. Nic w tym złego, energia barw jest niezależna od
naszych manipulacji.
Warto natomiast zastanowić się, dlaczego
porzucamy zwykle, a może tylko nie pamiętamy, o przebogatym
świecie barw natury? Jest wszak gotowy, niezależny od naszych
działań, nie wymaga nakładów ani produkcji... I całkowicie
dostępny! Wszędzie, nawet w dużych miastach. Zawsze, o każdej
porze roku - wszak nawet zima nie jest czasem „bezbarwnym".
Niewiele trzeba, aby odszukać kolory wokół nas. Wystarczy nieco wrażliwości i wyczulenia, a temu wszak między innymi służy arteterapia. Barwa, aby spełniła swoją rolę, nie musi być intensywna. Często lepiej sprawdzają się delikatne, pastelowe odcienie niż jaskrawość. I tu uwrażliwienie na kolory natury z pewnością wielokrotnie się przyda! Wyciszenie, łagodzenie emocji, „l'impresse" - wrażenie płynące z ulotnego zachwytu często powie nam więcej o nas samych niż cała paleta kolorowych farb!
Jesteśmy, czy tego chcemy czy nie, z
tej samej gliny co otaczająca nas przyroda. I w niej, poza wszelkimi
innymi działaniami, warto znaleźć sojusznika. W gruncie rzeczy nie
trzeba go nawet szukać! Jest przecie obecny, wszędzie tam, gdzie
my. Wystarczy chcieć i umieć patrzyć z uwagą. Nawet krótkie
chwile uświadomionej wszechobecności natury są bezcenne! Więcej,
lepiej, z większą wrażliwością możemy wówczas zobaczyć
siebie, własne i cudze potrzeby, i naszą, wcale nie „szarą"
codzienność.
